Co najbardziej doprowadza do szału użytkowniczki kosmetyków samoopalających? Oczywiście nierówna opalenizna oraz zapach charakterystyczny dla tego rodzaju preparatów, który potrafią wyczuć
z daleka. Większość producentów kosmetyków ma serie poświęcone uzyskaniu naturalnej opalenizny, m.in. Bielenda samoopalacz, Kolastyna, Lirene czy Lancome. Na co zwrócić uwagę?
Konsystencja łatwa w aplikacji
Bardzo duże znaczenie ma właśnie konsystencja tego kosmetyku. Aby uzyskać równomierną opaleniznę, preparat trzeba również w ten sposób nałożyć. Znacznie łatwiejsze jest to przy pomocy mleczka czy na przykład Bielendy pianki samoopalającej, które mają delikatną i lekką
formułę – idealną do wsmarowywania w skórę. Dzięki temu nie pojawiają się okropne smugi i nierówności. Trzeba jednak pamiętać o tym, że przed takim zabiegiem najlepiej wykonać peeling całego ciała – to na prawdę gwarancja równomiernej opalenizny. Nowością jest również Bielenda mgiełka samoopalająca, którą aplikuje się jeszcze łatwiej i działa ekspresowo w porównaniu do innych tego typu kosmetyków.
Co znajduje się w tego rodzaju preparatach?
Zwracamy oczywiście uwagę, żeby produkt był jak najbardziej przyjazny naszej skórze i zdrowy. Bielendy samoopalacze zawierają naturalne składniki oraz takie, które mają wyjątkowy wpływ na naszą skórę. Są to między innymi:
- wyciąg z łupin orzecha włoskiego,
- ekstrakt z pomarańczy,
- kwas hialuronowy,
- betaina.
A jak z zapachem?
Okazuje się, że zapach charakterystyczny tym preparatom bywa nieco drażniący, producenci więc próbują go niwelować i uczynić jak najmniej wyczuwalnym. Bielenda pianka samoopalająca na początku pachnie bardzo delikatnie i przyjemnie. Z czasem jednak i tutaj pojawia się ten charakterystyczny zapach, ale nie jest on aż tak intensywny. Natomiast używanie Bielendy mgiełki samoopalającej pozostawia na naszym ciele egzotyczny zapach – zobacz.